![]()
Metalheart - 2005 - źródło
Krusher - "Keep On Krushin"Tak, ojcze zgrzeszyłem! Co? Nie, nie, tylko z początku nie miałem przekonania do tej płyty. Że co? Jako pokuta tydzień działalności społecznej na rzecz parafii!!?? Co tak zabrzęczało? Nie wiem. Po co mi ten wielki miecz? Jak to po co? By głosić chwałę heavy metalu! Pamiętam jeszcze krzyczące starsze panie pobrudzone czerwoną posoką... potem się obudziłem*. No, a na poważnie. Jeżeli ktoś jest pieprzonym heavy metalowym świrem i uwielbia polskie podziemie, ten z pewnością nie będzie zawiedziony nową produkcją rzeszowskiej formacji Krusher. Co prawda nie jest to płyta powalająca, wolna od niedociągnięć (choćby momentami słabszy wokal i przeciętne chórki), ale i tak słucha się jej przyjemnie. Jak wspomniałem na początku, moje pierwsze odczucia względem "Keep On Krushin" były dosyć chłodne. Jednak wraz z kolejnymi przesłuchaniami Krusher zyskiwał w moich oczach. Nie ukrywam, że heavy to mój ulubiony gatunek muzyczny, ale potrafię być wrednym recenzentem nawet i dla tego gatunku metalu J. Nie mniej, mimo, że jakby mi czegoś brakowało na "Keep On Krushin", to po dosyć częstym "przyswajaniu" sobie tego materiału płyta mi jednak podeszła. No bo czy można chcieć więcej, jeżeli w uszy wlewa Ci się klasyczne heavy czerpiące z Judas Priest czy Manowar J. Mile też połechtały mnie dźwięki "Tańca z Mieczami" Chaczaturiana, patent jakby żywcem wyjęty z dokonań Accept. Na tym krążku znalazł się też "hołd" dla osób uzależnionych od dzwonków na komórki J! Jeżeli słuchasz tej płyty po raz pierwszy to będziesz również mile zaskoczony ukrytym bonusem, "łamiąc prawo" i napawając się tą szatańską muzyką J! Na koniec pozdrawiam Krosno, a ostatnie słowo kieruję do fanów metalu. Słuchajcie polskiego metalu, bez Was zginie!
* oświadczam, że powyższy wstęp do tej recenzji nie jest namawianiem do stosowania przemocy wobec księży kościoła katolickiego, ani tym bardziej do mordowania wyżej wymienionych. Jest to tylko fikcja literacka, a gdy nastanie Ragnarok, to problem rozwiąże się sam J.

