![]()
Heavy Metal Pages - 2009
Krusher – Live 2008 2008 KrusherOglądałem to DVD po raz pierwszy kilkanaście godzin po koncercie Iced Earth i Saxon w Warszawie. I pomyślałem w pewnym momencie, że Krusher bez żadnego problemu mógłby grać tego wieczoru w Stodole jako polski support. Wstydu by nam na pewno nie przynieśli, a wręcz przeciwnie – pewnie sporo fanów klasycznego heavy zainteresowałoby się tym zespołem, bo naprawdę warto. Tym wszystkim, którzy z różnych względów nie mogą wybrać się na koncert Krusher – „Live 2008” polecam z czystym sumieniem. To portret koncertowego wcielenia grupy, bez żadnych upiększeń – po prostu koncert od pierwszej do ostatniej nuty. Po „Intro”, będącym właściwie przedstawieniem zespołu na orkiestrowym podkładzie, dostajemy niemal od razu precyzyjny, idealnie wymierzony cios – „Lies”. Zanim zdołamy się zorientować, co jest grane, wybrzmiewa już początek „Midnight Child”: kolejny szybki, świetnie brzmiący utwór z melodyjnym refrenem. Po nim niespodzianka – po raz pierwszy cover. Co prawda, początkowo słyszymy „Smoke On The Water”, jednak po chwili zespół płynnie przechodzi do „Hot Stuff” z repertuaru… Donny Summer. Pewnie niektórym ortodoksom będzie to przeszkadzać, jednak mnie się podoba, zarówno wykonanie (wokale!), jak i zaskakujący wybór. Dalej mamy swoisty „The best of Krusher”. Utwory praktycznie ze wszystkich wydawnictw grupy, ze sporym wyborem materiału z debiutanckiego albumu „Forward”. Do tego dwa kolejne obce utwory: „Highway To Hell”, jak dla mnie nawet lepszy niż w wersji studyjnej, ładnie się rozwijający, bez bluesowego feelingu, ale 100% heavy i „Paranoid”, z czarno białym obrazem, stylizowanym na lata siedemdziesiąte. Zespół jest w świetnej dyspozycji, tak więc tych 14 utworów mija błyskawicznie. Jestem pod wrażeniem formy wokalistki – Klaudia Kozień zaśpiewała naprawdę bardzo dobrze. Jej partie brzmią znacznie agresywniej, niż w wersjach studyjnych („Midnight Child”, „Highway To Hell”), ale i w delikatniejszych fragmentach poradziła sobie bez trudu (czysty, delikatny wokal w końcówce „The Beast Within”). Zresztą zespół wspierał Klaudię w chórkach, a perkusista, Adam Pucykowicz kilka razy popisał się także od strony wokalnej („Born To Krush”, „Nuclear Salvation”). Dodajcie do tego bardzo dobre brzmienie i profesjonalną realizację koncertu filmowanego przez sześć kamer i macie obraz całości. Dodam jeszcze, że bardzo podoba mi się montaż tego występu. Długie, konkretne ujęcia, bez ciągłych skoków, cięć po sekundzie czy dwóch, od których można dostać oczopląsu. Przypomina mi to koncerty nagrywane w latach osiemdziesiątych dzięki temu, w sumie prostemu zabiegowi czułem się tak, jakbym w rzeczywistości był tego dnia w Jaśle. Fanów Krusher na pewno nie muszę namawiać do sięgnięcia po to DVD. Innych zaś zachęcam do kupienia „Live 2008”!
Wojciech Chamryk


